stylizacje | makijaż

Outfit #60 – The future is bulletproof

Zawsze byłam człowiekiem skrajności. W temacie garderoby także. Większość ubrań wydaje mi się nudna. Ale gdy już coś mi wpadnie w oko – nie ma zmiłuj. Jedyne co mnie może powstrzymać przed zakupem to cena. Zwykle jednak są to rzeczy w moim zasięgu, płaczące i wołające do mnie „mamo, kup!”. Czy można dziecku odmówić?! 😉

Zawsze nienawidziłam sportowego obuwia. To jeden z tych elementów stroju, który darzyłam wyjątkowo mocnym negatywnym uczuciem. Jak to jednak ze mną często bywa – pewnego dnia przez przypadek wpadłam w sieci na neonowe ombre ‚najki’. Uśmiechały się do mnie z ekranu i przyzywały śpiewem syrenim… W ten sposób kupiłam swoje pierwsze w życiu sportowe buty. Które w dodatku są neonowe. I które kocham miłością bezgraniczną!

Zadebiutowały w miniony weekend. Majówka – czas wyjazdów. Udało mi się spełnić jedno z marzeń i pojechać do Berlina (relację znajdziecie na Rozkoszach Umysłu). Długo zastanawiałam się z czym zestawić moje nowe dzieci. W końcu postawiłam na klasykę. Sportowa, wściekle różowa marynarka także debiutuje na blogu, choć noszę ją od dłuższego czasu. Jest bardzo miękka, wygodna – idealna na podróż, gdy zarówno w samochodzie jak i potem w roli turysty człowiek chce dobrze wyglądać, ale przede wszystkim – czuć się wygodnie.

Do tak ostrych barw – koniecznie proste formy. Obcisłe tregginsy, luźny podkoszulek – i tyle. Po raz kolejny przemówiła do mnie zasada, że mniej znaczy więcej. W temacie biżuterii ograniczyłam się więc do prostych obrączek i  wielkich okularów. Wystarczy. Kolor gra główne skrzypce.

Zamiast torebki – pojemny plecak. Lubię być na bieżąco z trendami, choć nie interesuję się nimi w tym znaczeniu, że „muszę mieć” to co modne. Zwykle okazuje się, że to co noszę od długiego czasu nagle staje się modne – zbieg okoliczności, wiem, ale jaki zabawny. Dlatego powiem tylko, że plecaki są aktualnie hitem. Niedługo pewnie zaroi się od nich w blogosferze 😉

Czy mi ten zestaw pasuje? Uważam, że tak, choć przyjaciółka się śmieje, że mam tych ‚różowych potworków’ przy niej nie nosić. Analiza pseudopsychologiczna doprowadza do jednego wniosku – gdy czerń w mym ubiorze przestała kogokolwiek szokować, przeszłam na neon. Mówi się, że róż to nowa czerń. Takie rozważania!

Szczerze? Mi to rybka czy pasuje do ‚mhroku, zua i orzeszków’. Czuję się świetnie, wyglądam świetnie (ach, ta skromność!) – więcej nie potrzeba. Jakiś czas temu blokowałam się zastanawiając przy każdym zakupie czy „to na pewno mój styl”. Potem nauczyłam się, że moim stylem jest to, co mi się podoba. Tylko tyle i aż tyle. Wierzę, że styl ma się w sercu i to on kieruje naszymi wyborami. Z rozważań typu „czy osobie mrocznej wypada założyć to i to” – wyrosłam. Mrok i tak mam w sercu. I ja go widzę. Może powinnam udać się do okulisty 😉

Top: New Yorker
Treggings: Carry
Jacket: Moodo
Shoes: Nike
Bag: no name
Rings: H&M
Sunglasses: New Yorker

16 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *