stylizacje | makijaż

Outfit #66 – I’ve crossed oceans of wine to find you

Ostatnio miałam więcej niż zwykle okazji do założenia czegoś eleganckiego – egzaminy, wyjazdy, sytuacje, w których można pozwolić sobie wyłącznie na odrobinę kontrolowanego luzu. W takich chwilach wybieram rozwiązania najprostsze – a jednocześnie niezwykle efektowne. Sztywnej i nudnej elegancji mówię stanowcze nie – kobiecej i podkreślającej pewność siebie – tak!

Sukienka, żakiet, buty – niby nic, a jednak wiele. Mała Czarna to ta część garderoby, która jest nieśmiertelna – odpowiednio dobrana do sylwetki i urody może robić za całą stylizację. Mój ulubiony model ma duży dekolt i równoważącą go długość za kolano. Do niej dobrałam eleganckie szpilki z seksownym paskiem wokół kostki i króla stylizacji: wzorzysty żakiet. Upolowałam go wiele lat temu w H&M, ale ciągle darzę miłością bezgraniczną – gruby miękki materiał, oryginalne wzory, wyrazista, ale stonowana kolorystyka i urocze malutkie guziczki. Lubię sieciówki, ale rzadko się trafi za niewielkie pieniądze coś tak doskonałego. I pomyśleć, że nikt go nie chciał – po miesiącach zaglądania do sklepu dorwałam go w końcu na wyprzedaży… Ach, to były czasy, gdy byłam cierpliwym człowiekiem! 😉

Choć ostatnio modne jest noszenie dodatków w nadmiarze – ja jak zwykle podświadomie działam na przekór. Zawsze byłam miłośniczką ogromnej ilości biżuterii – w tym sezonie coraz częściej trafia do mnie minimalizm. Dlatego wybrałam jeden, ale naprawdę mocny element – pierścionek. Ogromny kamień podkreśla delikatność moich dłoni, a wyrazisty kolor skrywa w swej głębi mroczne tajemnice… Błękitny lakier do paznokci daje fajny kontrast kolorystyczny, jednocześnie ładnie współgrając z granatowymi wzorkami na żakiecie (tak, pewnie dopiero teraz je zauważyliście – a są świetne!).

Mamy lato, a pogoda szaleje – czasem słońce, czasem deszcz. Istne Bollywood! Tak było i w dniu robienia zdjęć. Chyba nie widać, ale stoję w ulewnym deszczu. Moja Prywatna Pani Fotograf miała nie lada wyzwanie, pierwszy raz walcząc z tak trudnymi warunkami atmosferycznymi. Myślę, że podołała. Swoją drogą… tak często słyszałam od ludzi: ach, bo ja bym chciał mieć kiedyś foty w deszczu! Ach, bo to takie romantyczne i łał i super! Ja nigdy nie chciałam – nie lubię moknąć i romantyzmu nie wyczuwam. Jestem strasznym zmarźluchem, a gdy widzę deszcz najchętniej skrywam się w domu z książką. A jednak – zdjęcia mam. Taki spontan! 🙂 (spokojnie, fotograf ani aparat nie ucierpieli w trakcie tego niecnego procederu, stojąc grzecznie pod parasolem; przy okazji pozdrawiam sympatyczną kelnerkę z Tarasów Cytadeli, która z zainteresowaniem przyglądała się naszym poczynaniom ;))


dress: Carry
jacket: H&M
shoes 
ring: New Yorker
nails: Golden Rose

11 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *