literatura | publicystyka

Jo Nesbo, czyli sztuka uwodzenia – o książce i warsztatach słów kilka

Ostatnio rzadko mi się zdarza, bym połykała książki. I nie chodzi tu o to, że wszystko co wpada mi w ręce jest złe. Wręcz przeciwnie: los się do mnie uśmiecha i podrzuca mi głównie dobre pozycje. Czasem nawet bardzo dobre. Ale nigdy wystarczająco dobre, bym gotowa była zarywać dla nich nocki i odkładać pracę, której ostatnio mam więcej niż zwykle…

Dla tej książki poświęciłam tydzień z życia. Wieczory, noce, pociągi. Znów poczułam tę magię. A zaczęło się niewinnie – od warsztatów.

Kilka tygodni temu trafiłam na informację o akcji „W Poznaniu lubimy czytać”. Przeglądając plan, jedno wydarzenie szczególnie mnie zainteresowało: warsztaty „Jo Nesbo, czyli sztuka uwodzenia”. Zapisałam się bez namysłu, widząc, że liczba miejsc jest ograniczona i obiecując sobie, że jutro sprawdzę dokładniej o co chodzi. Nazwisko autora gdzieś mi dzwoniło – ale nie wiedziałam gdzie. Jeden z bardziej poczytnych współczesnych autorów – to był pierwszy trop. Ale nadal niezbyt satysfakcjonujący…

I nagle do mnie dotarło – czytałam! „Człowiek – nietoperz”, kryminał tak przeciętny, że w trakcie jego lektury zastanawiałam się tysiąc razy w czym tkwi fenomen autora… I Harry’ego Hole’a, wkurzającego policjanta.

Termin warsztatów jednak się zbliżał, a ja zawsze staram się dać pisarzowi (i jego bohaterom) drugą szansę. Chwyciłam więc za „Policję”, powieść, którą na warsztatach mieliśmy analizować pod względem twistów fabularnych… Stało się. Moje życie umarło i tylko palec bolał od przewijania kolejnych stron.

„Policja” to książka niesamowita, przy której totalnie odpłynęłam i piałam z zachwytu. Jest pełna brutalnej przemocy i wiarygodnie nakreślonych postaci. Akcja płynie wartko, zagadki są takie, że mózg paruje, a przywiązywanie się do bohaterów wiąże się głównie z tym, że któryś z nich umrze… Cudo, powiadam. I nawet Harrego polubiłam. Ma ten drań specyficzny urok.

Ale dobra, warsztaty.

Uwielbiam próbować nowych rzeczy. Uczyć się i kształcić. Dlatego myśl o spędzeniu półtorej godziny w towarzystwie grupki równie zakręconych literacko ludzi i doktora Michała Larka wywołała u mnie syndrom „jupi-ja”. Tak, to jest ten syndrom, gdy człowiek śmieje się od ucha do ucha nie mogąc czegoś doczekać.

Powiem tyle: nie zawiodłam się. Analizowaliśmy fragmenty tekstu – nie tak, jak to się robi w szkole, zastanawiając co autor ma na myśli itd. Ale tak, jak doktor Larek chciał nas nauczyć: patrząc jak dany fragment wpływa na nasze emocje. Analizując, które zdania jakie uczucia mają wywołać. Dokładnie omawiając wszelkie twisty fabularne.

Zatrzymajmy się… Twisty, ładne słowo, prawda? Twist to taka „pułapka”, w którą pisarz wpuszcza czytelnika. Zwrot akcji, ale specyficzny, bo nie dotyczy wyłącznie warstwy fabularnej, ale też tego co czytelnik/widz czuje.

Przykład? Mój ulubiony fragment z „Policji”, nad którego omówieniem spędziliśmy wyjątkowo dużo czasu: chłopak zbliża się do pewnego pomieszczenia. Rozmyśla o zbrodni, która w pomieszczeniu miała miejsce. O kobiecie powieszonej na gwoździach, przybitej do ściany. Boi się – i my się boimy. Myśli o duchach. Otwiera drzwi. I widzi „kobietę wiszącą na gwoździach”. Widzi jej ciało, żółte bikini… I napis „grudzień”, na kalendarzu. Bo to tylko kalendarz, choć Jo Nesbo tak skutecznie nas wkręca, że przez chwilę wierzymy w to, że tutaj właśnie pojawiła się kolejna ofiara.

Oto twist fabularny. Oto rzeczy, których można nauczyć się na darmowych warsztatach, jeśli tylko zechce nam się z domu ruszyć. W miłym towarzystwie, słuchając człowieka, którego wiedza dotycząca technicznej strony literatury (i seriali, to chyba jego konik, choć o moim kochanym „Hannibalu” nie wspomniał… chlip! Will team!) – wzbudza podziw.

Żeby nie było, że tylko o twistach: nie obyło się też bez cytowania przez doktora „Kruka” z pamięci (tak, tego Poego). Ani bez analizy filmów, tego jak buduje się w nich napięcie i jak Nesbo przenosi te znane z ekranu zagrania na karty powieści.

Oraz… nie mogło się obyć bez prezentów. Z dumą noszę mój t-shirt z zakrwawioną buźką pana Nesbo i z niepokojem zerkam na ulotkę z promocją do księgarni – skusi czy nie skusi, oto jest pytanie?

Jeśli będziecie kiedykolwiek mieli okazję uczestniczyć w czymś podobnym – nie wahajcie się. Warto.

Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *