stylizacje | makijaż

Outfit #78 – Butterfly dance

Uwielbiam wszelkie akcje zakupowe organizowane w galeriach handlowych – weekendy zniżek, spotkania ze stylistami czy wizażystkami. Za każdym razem gdy o jakiejś usłyszę – biegnę po odpowiednią gazetę, przeglądam zniżki (w końcu jestem człowiekiem oszczędnym) i dokładnie analizuję harmonogram. A potem, oczywiście, nigdy na taką akcję nie udaje mi się dotrzeć. Bo zjazd, bo zajęcia, bo kawa z przyjaciółką…

Tym razem było inaczej – w trakcie okienka w zajęciach zawędrowałam do najbliższej poznańskiej galerii – Galerii Malta. Znudzona i przemoczona, polująca na wymarzony włochaty sweterek, który widziałam na stronie internetowej pewnej marki dwuliterowej z & w środku – i o którego istnieniu sprzedawcy nigdy nie mieli pojęcia gdy pytałam. Włóczyłam się więc bez celu, o nieludzkiej godzinie dziesiątej rano, czekając aż okienko się skończy. Szukając windy (ktoś był tak mądry, że po rozbudowie apteki najwygodniejszą windę obudował urządzeniami sprawdzającymi czy czegoś nie kradniesz – sięgniecie do przycisku z poziomu wózka stało się niewykonalne) wpakowałam się do sklepu, który zawsze omijałam z daleka, bo brzydki, niefajny, drogi i tak dalej. I bum! – wpadłam na włochaty sweterek, w wymarzonym kolorze i fasonie, w dodatku przeceniony. Marks&Spencer, od tej pory obiecuję nie narzekać na ceny i kolekcje!

Wracając jednak do tematu „akcji” – gdy już biegłam na kolejne zajęcia zaczepiła mnie przemiła pani i zachęciła do wzięcia udziału w akcji magazynu HOT Moda. Fryzjer – za darmo. Makijaż – za darmo. Porady stylistek – tak, za darmo! I, żeby było jeszcze fajniej, możliwość wygrania wypasionego auta. Oczywiście nadchodzący maraton wykładów kazał mi odmówić.

I, oczywiście, miałam niesamowite szczęście (albo pecha, zależy od interpretacji i tego co jest czyim priorytetem). Bo gdy dotarłam na wykład, okazało się, że jestem z niego zwolniona. Pokonałam trasę Polibuda-Malta po raz trzeci tego dnia i stało się – osiwiałam z wrażenia. Na zdjęciach niestety nie widać już efektu, ale siwe pasemka okazały się niezwykle twarzowe. A suchy szampon uratował mą fryzurę na mokrą kurę… to jest, Włoszkę. Makijaż – również pro, wykonany kosmetykami Diora, o wiele bardziej delikatny niż noszę na co dzień, spodobał mi się.

W ten sposób, gdy dotarłam do domu po 23., została mi godzina na wzięcie udziału w konkursie. Tak, trzeba było wysłać zdjęcie swojej stylizacji – tego samego dnia do północy. Stąd, nowy, zupełnie nieplanowany post. Szaleństwo, ale nauczyłam się już, że w nim właśnie jest metoda.

Jak się podoba moja wersja bardzo codzienna? 😉

Leggings: Orsay
Top: New Yorker
Sweatshirt: Marks&Spencer
Shoes: DeeZee.pl
Ring: H&M
Bracelet: SinSay

20 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *