stylizacje | makijaż

Outfit #81 – Raise the devil

Nie jestem osobą cierpliwą. Umiem czekać, gdy trzeba, ale to co się dzieje wtedy w mojej głowie przypomina wielkie tornado: tysiące gnających myśli, pragnień. Ciekawość uzupełniam nerwowym przebieraniem nogami; niepewność – drżeniem rąk. 

I choć oczekiwanie na efekty sesji zdjęciowej nie jest czymś wartym ogromu emocji – przecież wiedziałam, że i tak się doczekam – to ciekawość mnie zżerała. Teraz, gdy mam już je na komputerze – znowu wariuję, bo przecież notkę trzeba napisać – a ja już chciałabym się z Wami podzielić efektami!
Moi Drodzy Czytelnicy, dziś efekty współpracy z kolejną młodą zdolną artystką, Weroniką Szczepańską. Jak bardzo zdolną – popatrzcie poniżej (i powyżej). Zdjęcia robiłyśmy ponad miesiąc temu, ale sama patrząc na efekty zbieram szczękę z ziemi i stwierdzam, że było warto. I chcę więcej. I w ogóle jedno wielkie łał! (Tak, wiem, nie powinnam się zachwycać zdjęciami na których jestem – skromność czy jakoś tak to się zwie; ale nic nie poradzę, że lubię siebie ;)). 

Weroniko – dziękuję! 

Właściwie mogłabym na tym poprzestać i wrócić do samozachwytu (spokojnie, za godzinę mi przejdzie). Jednak chochlik w głowie przypomina, że to blog ciuuuuuuchowy, wypadałoby więc powiedzieć o tym co mam na sobie. No dobra, ja po prostu lubię gadać o ciuchach. Jak przystało na wykształconą i dojrzałą kobietę (hue hue <- to jest szyderczy śmiech chochlika, który właśnie mnie wyszydził). Swoją drogą na tym zdjęciu poniżej wyglądam właśnie jak taki złośliwy chochlik – uwielbiam je! Ewentualnie jak Tofik, który chce cukierka. Kojarzycie Tofika, prawda? 😉
Bazę stroju już właściwie widzieliście. Sukienka pojawiła się w TYM poście. Marynarka – była już tutaj kilka razy. Ćwieki są ręcznie nabijane, gdyby ktoś wątpił (ciągle mam łzy w oczach, gdy wspominam stan swoich paznokci po tej pracy… ale było warto). Dodatki – też Wam znane. Buty noszę nałogowo (jeszcze chwila i zrobią się nudne), okulary, pierścionki – także. Jedynymi nowościami są szal i zegarek, który przewinął się kiedyś w jednej stylizacji, ale nie był zbyt zauważalny. 
Ten zegarek to moja chora miłość – jedna z tych rzeczy, na punkcie których dostaję świra, a rozum podpowiada: nie wydawaj tyle kasy! Szukam więc okazji, by dostać go w prezencie (ach, te kobiety!). Moją cudowną, czarną jak noc, hipnotyzującą niczym niebo o północy, przywodzącą na myśl nieskończoność wszechświata Elixę dostałam z okazji obrony. Teraz więc ma dla mnie podwójne znaczenie – nie dość, że jest piękna i dziwna (- bo Elixa to kobieta i jakby ktoś wątpił zegarek jest kobietą; – chochlik, zamknij się!) w swojej minimalistycznej formie, to jeszcze zawsze gdy na nią patrzę przypominają mi się godziny ciężkiej pracy i radość ze zwycięstwa. Jak bym mogła nie kochać tego maleństwa?
Fakt, że koresponduje z okrągłymi okularami – to przypadek. Ewentualnie intuicja – urok tego połączenia dostrzegłam dopiero na zdjęciach. Powiedziałabym z „autoszyderą”, że te koła pasują do mojej okrągłej buzi, ale nie powiem. Bo mam tu szczupły pyszczek – nie wiem jak to Weronika zrobiła, ale za takie cuda nosiłabym ją na rękach (gdybym miała je wystarczająco silne, oczywiście)!
O szalu gadać nie będę. Bo nie mam co. Było zimno, złapałam, owinęłam się. Taka to historia pełna zwrotów akcji, wybuchów, pościgów (łał, łał)!
Jak chyba każdy się już domyślił – jest to mój kolejny „zestaw codzienny”. Rano – uczelnia (to był pierwszy zjazd), potem foteczki, a wieczorem – spacer ze znajomymi. Jeszcze było na tyle ciepło, że mogłam sobie pozwolić na latanie bez kurtki. Jak ja tęsknię za taką pogodą! Zima mnie wykańcza psychicznie (o czym choćby świadczy fakt, że wewnętrzny chochlik powciskał swoje trzy grosze w różnych miejscach tej notki). Trzeba będzie przetrwać (albo przyspieszyć realizację planu bycia multimilionerką przed trzydziestką i wynieść się do ciepłych krajów). 

Kochani, jak się Wam podoba moja szatańska stylówa i zdjęcia? 🙂 Czekam na wrażenia, a co! Miłego oglądania!

 

 

dress: no name
jacket: Carry+DIY
shoes: Shoelook.com
scarf: no name
wristwatch: Elixa
Cross-ring: no name
Simple rings: H&M
Sunglasses: New Yorker

25 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *