stylizacje | makijaż

Outfit #82 – The Path

Nocna sesja chodziła za mną od pewnego czasu. Z dwóch powodów. Po pierwsze: chciałam spróbować czegoś nowego. Ot tak, po prostu. Drugi powód był bardziej praktyczny: dni stały się strasznie krótkie, a ja czas na zdjęcia mam głównie popołudniami. 
Okazja nadarzyła się dość szybko. Zostałam zaproszona na spotkanie autorskie do V LO w Poznaniu (słów kilka o nim na Rozkoszach Umysłu). Pociąg miałam kilka godzin wcześniej, a że wolną chwilę znalazła dla mnie Perfectamente Photography… postanowiłyśmy zadziałać! Efekty pierwszej współpracy z tą zdolną dziewczyną mogliście podziwiać w tym poście.
Ponoć te zdjęcia mają świąteczny klimat… Ja tu widzę jednak dorosłą wersję Czerwonego Kapturka. Kto grał w The Path, wie, że prawdziwy Kapturek ma mroczne serduszko… I lubi samotne spacery po zmroku. Po lesie. Po cmentarzach. Oj, lubi.

Kocham peleryny (o czym pewnie mówiłam nie raz). To bordowe cudo upolowałam kilka lat temu w Camaieu za… złotówkę. Nie, nie dali aż takiej obniżki, aż takiego szczęścia do wyprzedaży nie mam. To była tylko szalona promocja, w której drugą kupioną rzecz można było mieć za tę niewielką kwotę. Tak czy siak – polowanie mi się udało.
Na zdjęciach noszę ją do ulubionych kozaków i czarnych rajstop. Gdzieniegdzie widać fragment bluzki z czarnej koronki. Spódniczka mini sprytnie się ukryła, zgodnie z zasadą, że to czego nie widać najlepiej pobudza fantazję. Trochę szkoda, bo ma piękny bordowy połysk – ale jeszcze będzie okazja by ją Wam zaprezentować! Wiosną, zapewne.
Na dworze znów mróz i złooo, więc bez typowych zimowych dodatków się nie ruszam. Rękawiczki mam w szafie od dawna i są idealną odpowiedzią na wszystkie pytania: jak ci nie marną zimą ręce w samej pelerynie? Ano, nie marzną. Długie rękawiczki grzeją. Jedyny zarzut jaki do nich mam, to że mogłyby sięgać za łokcie. Ale i takie w końcu upoluję! Czapka natomiast to jeden z moich włóczkowych tworów, które noszę z dumą. Tak, tak, wampiry też czasem lubią posiedzieć z drutami. Ten ścieg ryż się nazywa. Ostatnio z braku czasu musiałam zdecydować, że jednak nauka jest ważniejsza (choć to chyba nauka zdecydowała za mnie), że pisarstwo jest ważniejsze (to była moja własna decyzja), że praca ma znaczenie (bo z czegoś żyć trzeba) i że facetowi oraz przyjaciołom też czas się należy… ale kto wie – może w ferie w tym roku też coś stworzę? Póki co – z dumą noszę to cudo. Niczym Ville Valo – tak, tak, ten fason dożywotnio będzie mi się kojarzył z mrocznym księciem i nic nie poradzę.
Jak już o nauce mowa to nie pozostaje mi nic innego… jak do niej wrócić. Trzy zaliczenia w najbliższy weekend to zło ewidentne. Gorsze nawet od tej pogody. Trzymajcie kciuki! I miłego fotek oglądania 🙂
PS: Kto zgadnie, które zdjęcie inspirowane zostało Tap Szpadlem? Tak, tak, oglądałam nałogowo. I kibicowałam Marcie. Z taką oryginalną urodą i pewnością siebie na pewno zrobi karierę!

Coat – Camaieu
Shoes – Deichmann
gloves, scarf – no name
Cap – DIY

18 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *