stylizacje | makijaż

Outfit #114 – Summer wine

all photos by Ociec
Zawsze uważałam, że tworzenie wakacyjnych zestawów jest najtrudniejsze. Jesienią, zimą czy nawet wiosną mogę realizować się w tym, co kocham najbardziej: eksperymentach. Łączyć na pozór niepasujące faktury, bawić się warstwami, grać kontrastami. Mogę założyć sukienkę, do niej dobrać marynarkę, całość doprawić ogromnym szalem. Mogę wbić się w spodnie, koszule, sweter, masywne buciory i tym samym akcentować swój alternatywny charakter. Mogę wszystko – jedyne granice jakie sobie stawiam to moje poczucie dobrego smaku.

Latem nie jest tak łatwo. Kiedyś, dawno temu, zaciskałabym zęby twierdząc, że wcale w czerni nie jest gorąco, glany nie parzą stóp, a tryliard biżuterii wcale mnie nie drażni. Teraz mogę jedynie z podziwem patrzeć na ludzi, którzy wyznają te wszystkie mroczne zasady jednocześnie.

Kocham lato. Kocham upał. Zawsze kochałam. Teraz jednak doszła jeszcze jedna kwestia: pokochałam wygodę. Nie po to są wakacyjne wojaże, by taszczyć walizkę z toną biżuterii i co rano zastanawiać czy liczba pierścionków mnie zadowala. Walizka ma ważyć jak najmniej, a w niej mają znajdować się jak najprostsze i jak najlepsze zestawy.
Prostota i jakość – to moja definicja wakacyjnego stylu. O ile prostotę można zdefiniować na różne sposoby (na przykład wyobrażając sobie rozciągnięty t-shirt i podarte szorty; co potrafi być mrau, ale na mnie zupełnie nie), o tyle jakość ma jedną definicję – najwyższa dbałość o formy i tkaniny. Tak, by nie musieć prasować, nie męczyć w nieoddychającej tkaninie i czuć idealnie.
Gdy nadchodzi wakacyjna pora moja szafa przeżywa renesans. Na wierzch wyciągam wszystkie sukienki. Zajmują miejsce ukochanych legginsów. Dobrze dobrana sukienka robi za cały strój. Wystarczą do niej odpowiednie buty, czasem jakaś minimalistyczna biżuteria i voila! – możemy ruszać na podbój świata. Dobrze dobrana sukienka sprawia, że czujemy się wygodnie, a jednocześnie kobieco. 
Sukienki – moja wakacyjna miłość.
Dziś pierwszy z dwóch „urlopowych” postów. Choć przeżyłam najwspanialszy na świecie eurotrip, to ograniczyłam się do fotografowania w Rzymie. Wiecie, wakacje, ile można pracować (nawet jeśli mówimy o pracy przy blogu, którą się szczerze kocha). Zatem dziś, oprócz mojej stylizacji, na zdjęciach rządzą włoskie krajobrazy, a konkretniej – Koloseum. 
Urok tego miejsca zwaliłby mnie z nóg, gdybym w jakikolwiek sposób mogła na nich stanąć. Po prostu majstersztyk. Błądząc po tysiącletnich murach człowiek ma wrażenie, że na swoim karku czuje oddech złego władcy. Widzi palec skierowany w swoim kierunku, słyszy ryk lwa, szczęk oręża. Wie, że może stać w miejscu i zginąć. Bądź zacząć uciekać. I też zginąć.

Koloseum jest przesiąknięte emocjami. Te stare mury mają w sobie zapisaną historię. Historię ludzkiej potęgi. Piękna i siły. Udowadniają, że człowiek chęciami może stworzyć wszystko czego zapragnie. Jednocześnie przypominają, że te pragnienia nie zawsze są szlachetne. To swoisty zapis ludzkiej natury – jej niezwyciężonej potęgi, a jednocześnie egoistycznych zapędów. Piękno i mrok zamknięte w skałach.

Tuż obok Koloseum wznosi się kolejny symbol potęgi – Palatyn. Wzgórze pełne ruin, ze współczesnym Rzymem w tle. Kontrast tego co było, z tym co jest. Odwieczna równowaga.
Wybierając się w to niezwykłe miejsce postawiłam na zestaw, który z założenia miał być wygodny i kobiecy. Pierwszy przymiot się sprawdził, drugi oceńcie sami. Nie byłabym sobą, gdybym tuż przed wyjazdem nie upolowała nowej rzeczy. Spacerując po sklepach, w Mohito znalazłam sukienkę o asymetrycznym fasonie. Głęboki butelkowy kolor tylko dodawał jej uroku. Wydając na nią około 35 zł, a potem za niecałe 5 zł dokupując idealny wisiorek, czułam, że pierwszy raz w tym roku znów trafiłam na prawdziwe wyprzedaże. Gdy byłam nastolatką miałam dziwne szczęście do trafiania na ciuchy za kilkanaście złoty, często przecenione z kilkuset. Albo teraz się takich wyprzedaży nie robi, albo ja straciłam swój dar.

Buty już znacie – pojawiały się na blogu wielokrotnie. Okulary także od niedawna są tutaj stałym gościem. 

Zatrzymajcie się i wraz ze mną zachwyćcie tym miejscem. To jedna z tych dziecięcych cech, które uważam, że każdy dorosły powinien w sobie pielęgnować: umiejętność zachłyśnięcia się pięknem tego świata.
Udanego weekendu!
VamppiV
dress: Mohito || necklace: Mohito || shoes: CCC || sunglasses: no name

17 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *