stylizacje | makijaż

Outfit #118 – Doll-dagga buzz-buzz ziggety-zag!

all photos by Szymon Holzer
Powroty nigdy nie są łatwe. Zmotywowanie się do codziennych zajęć, gdy pod powiekami wciąż pozostaje odbicie wakacyjnych chwil. Czerpanie radości z obowiązków, gdy jeszcze chwilę temu patrzyło się na polskie, najpiękniejsze, morze. Wczesne wstawanie, gdy niedawno popołudnia były porankami. To trudne.
Tak mówią.
Ja wracam do Was po tej tygodniowej niezapowiedzianej przerwie z ogromną dawką energii. Mamy połowę września i mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że nareszcie oczyściłam swój umysł i przygotował się na miesiące ciężkiej pracy.
Szczególnie, że w tym roku się bronię. Pani magister? Zobaczymy, co z tego będzie.
Szczególnie, że w Fundacji będzie jeszcze więcej roboty. Ekscytującej i elektryzującej, bo ruszamy z czymś wielkim.
Szczególnie, że coraz bliżej konferencja Game Industry Conference, przy której działam.
I Kfason – Krakowski Festiwal Amatorów Strachu oraz Niepokoju, na który jestem zaproszona i na którym mam swoją prelekcję.
I najistotniejsze: deadline mnie goni, książka czeka na ukończenie.
Dużo? Nie dla mnie. Jestem tak bardzo pełna energii, że witam Was tutaj ponownie, po krótkiej przerwie… i dziś oprowadzam Was po krainie marzeń i fetyszy. 
No, prawie 😉

Wielu z nas dzieli ubrania na kategorie: codzienna, do pracy i „od święta”. W każdej z nich znajdują się poszczególne podkategorie – codzienna może oznaczać zarówno zestaw do biegania, jak i na zakupy. W „od święta” możemy upchnąć wszelkie imprezy – zarówno wigilijną elegancję, jak i dyskotekowe szaleństwo.
Podział ten jest umowny. Zawsze jednak, mniej lub bardziej, interpretujemy go na swój sposób i się trzymamy. Też tak mam, choć najwięcej frajdy sprawia mi zacieranie granic. 
Dzisiejszy zestaw powstał z okazji tegorocznego Polconu – festiwalu fantastyki, który co roku odbywa się w innym mieście. W tym – zawędrował do Poznania. I choć zdjęcia robiłam dopiero jakiś czas później, przez co zestaw od swojego pierwowzoru różni się w detalach, to nadal trzyma charakter na którym mi zależało. Mroczny, niepokojący, seksowny, ale jednocześnie nie przekraczający granicy uniemożliwiającej noszenie go częściej niż na konwentach.
Na spacer z psem po parku może się nie nada. Ale już na randkę z przystojnym rockmanem albo wyjście na wino do jakiejś zadymionej dekadenckiej knajpki – czemu nie?

Baza jest naprawdę banalna. Mamy tutaj długą spódnicę z Bonprix – kolejny z wybranych przeze mnie elementów z okazji współpracy. Ta spódnica okazała się najbardziej problematyczna – choć wzięłam swój rozmiar (bezmyślnie ignorując komentarze ludzi na stronie), to okazała się sporo za długa. Na szczęście obcięcie kawałka bawełny dla krawcowej nie jest problemem. Mimo to w przypadku tej spódnicy pamiętajcie – rozmiar (a nawet dwa) mniejsza. Wtedy nie czeka Was korzystanie z usług krawieckich. Poza tym nie mam powodów do narzekania. Wąski fason, długi rozporek i ten detal w postaci zamka błyskawicznego – diabeł tkwi w szczegółach, jak zawsze.
Strój ten składa się jeszcze ze zwykłej koszulki na ramiączkach i lekkiej bawełnianej narzutki.
Serio. Cała reszta to dodatki.

To co pewnie zaintrygowało sporą część z Was, czyli „jakieś tasiemki z kokardkami” to harness. Polska nazwa brzmi uprząż, ale nieszczególnie ją lubię. Dziwne pytania wywołuje wśród ludzi. Uwierzcie na słowo lub niech wyobraźnia Wam podpowie co i jak.
Prezentowany model został zaprojektowany przez Factory of Nightmares. Można go nosić na różne sposoby – tak jak ja, pod bluzkę lub na gołe ciało. Harness to kilka tasiemek/gumek, splecionych tak, by zaintrygować i podkreślić kształty. Decydując się na akurat ten model miałam obawy co do tego jak będzie leżeć oraz czy przy dłuższym noszeniu nie zacznie uwierać, ale nie mam powodów do narzekań.

Ostatnim detalem, który wart jest kilku słów będzie gorsetowy pas. Niestety, noszenie klasycznych gorsetów jest w moim przypadku niemożliwe. Długo szukałam alternatywy. Lata temu znalazłam na Allegro ten pasek. Kupiłam, a potem… wylądował w szafie. Nie czułam się w nim. Nie podobał mi się. Cisnął, uwierał, fuj.
Kilka lat później, kilka kilogramów mniej, szukając doskonałego wykończenia stroju na Polcon – znów o nim pomyślałam. Nagle zasłużył na nową szansę. Stanowi istotny element tego zestawu.
Swoją drogą najzabawniejsze jest to, że o pasie przypomniało mi się nie bez powodu – przy okazji Gali Finałowej Miss Polski na Wózku przekopywałam się przez zdjęcia Cleo (która na Gali występowała). I tak. Ona do swojej kultowej słowiańskiej spódniczki nosi ten (i podobne) pasy.
Na dziś to już wszystko. Plan napisania krótkiej notki skończył się tak jak zawsze. Wiecie, klasyka: patrzysz na zegar i w głowie brzmi głos lektora – godzinę później.
Przesyłam Wam masę pozytywnej energii!
VamppiV

skirt: Bonprix || top: New Yorker || belt: no name || harness: Factory of Nightmares || shoes: CCC || sunglasses: no name

26 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *