stylizacje | makijaż

Zdefiniuj swój styl!

Nie lubię łatek. Nie podoba mi się sztywna klasyfikacja stylistyczna czy gatunkowa. Gdy piszę książkę określam na wstępie jaki to będzie gatunek, ponieważ ułatwia to pracę, lecz nie trzymam się sztywno jego ram. Tak samo jest z modą. Być może wynika to z tego, że w swoim życiu odnotowałam różne fascynacje subkulturowe. W podstawówce chciałam być jak Avril Lavigne, więc studiowała zasady stylu skejtów (skończyło się na tym, że nosiłam ogromne bojówki khaki i polarowe bluzy). W gimnazjum zakochałam się w pewnym metalu – nigdy go nie poznałam, ale nastoletnie uczucie było tak silne (i głupie), że moja garderoba wypełniła się czernią i krzyżami. Do tej pory pamiętam mój ukochany zestaw: sztruksowe spodnie, sweter z golfem i koniecznie rozszerzanymi rękawami, glany, a do tego wszystkiego – ogromny krzyż na grubym łańcuchu. W liceum natomiast odkryłam gotyk – coraz bardziej wciągały mnie mroczne nurty, koronki, długie spódnice, wszystko co zwiewne i demoniczne. Każdy z tych styli miał swój urok, każdy w jakiś sposób mnie definiował. Nadal do gotyku mi najbliżej – ta miłość, płynąca prosto z serca, nie przemija. O ile jednak kiedyś noszenie gotyku uważałam za posiadanie swojego stylu, o tyle teraz posiadam swój styl, który inspiruję gotykiem. Drobna różnica semantyczna, a jednak znaczy wiele. Moja niechęć do łatek i kategoryzowania wynika też zapewne z tego, że lata temu, ubierając się w tych konkretnych stylach, często odmawiałam sobie rzeczy, które mi się podobały – ponieważ nie pasowały do mojego stylu. Czujecie bezsens tego stwierdzenia?

Teraz cenię sobie poczucie wolności. Swobodę ubierania. Wyrażanie siebie poprzez strój – czasem w roli mrocznej niewiasty, czasem bardziej casualowej. Wydaje mi się, że dzięki temu wypracowuję coś, co można właśnie nazwać własnym stylem. Tak czuję. 

Jednocześnie – staram się wiedzieć, które nurty są najważniejsze w mojej szafie, które przewijają się najczęściej, a których unikam. Mam świadomość co do mnie nie pasuje, a w jakie kategorie podświadomie się wpisuje. Nie jest to jedna kategoria, a wiele. Nie jest to sztywne przypisanie, a luźne przyporządkowanie ułatwiające wyjście na zakupy czy tworzenie stylizacji, gdy wstaję rano na uczelnię i myślenie jest ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę.

W dzisiejszym poście postanowiłam pobawić się poniekąd w stylistkę, poniekąd w analizatora trendów. Przekopałam swój blog w poszukiwaniu trzech stylizacji. Postanowiłam je zdefiniować, by określić jakie czynniki i fasony składają się na mój styl. Po co?

Dla hecy. I, przede wszystkim, z uwagi na to, że dzisiejszy post jest postem konkursowym. Konkurs zorganizował portal DailyDoseOfBeauty. Zachęca blogerów do pokazania swoich trzech najlepszych stylizacji. O ile jednak suche wrzucenie fot, które już tu były, wydaje mi się nudne, o tyle zabawa w analizę – zdaje mi się być dość fajna. Traktujcie ten post półżartem, półserio i miejcie z niego tyle frajdy, ile ja mam, teraz go dla Was pisząc!


1. Mhrok & rock!



Jak łatwo się domyślić – tej kategorii nie mogło tu zabraknąć. Mrok definiuje mnie od zawsze (a właściwie od wspomnianego wcześniej okresu gimnazjalnego). Kocham ciężką muzykę (choć coraz częściej metalowe brzmienia miksuję z dark electro), lubię wyraziste stylizacje, mam też mocną osobowość. W gotyku coraz częściej skłaniam się w kierunku współczesnych, a nawet cyber trendów. Rockowe nawiązania cenię sobie za wygodę i jednoczesny seksapil. Podoba mi się to, w jaki sposób mrok wydobywa demoniczną stronę mojej natury. Lubię go też za te wszystkie dziwne wynalazki, które „normalsom” wydają się wzięte z kosmosu: uprzęże, obroże, ciężkie buciory, pasy gorsetowe, czarne szminki – wszystko to, co na ulicy przykuwa wzrok. Cóż, nie bez powodu mój nick to fińskie słowo oznaczające po prostu wampirzycę.

2. Bagnet na broń! – militaria



Styl militarny cechuje się dość charakterystyczną paletą kolorystyczną: zielenie i khaki. Typowe są też dla niego pewne wzory: moro, gwiazdki (wojskowe, nie infantylne brokatowe) czy detale: pagony, ciężkie buty, biżuteria minimalistyczna lub inspirowana wojskiem. Przeglądając archiwum bloga mogę stwierdzić, że zaskakujące, jak rzadko ten styl się tutaj przewijał. Jest moim dość częstym wyborem!

Militaria czasem mylone są ze stylem safari, z którym mają w sumie wiele wspólnego. W prezentowanej stylizacji bujam się gdzieś pomiędzy. Mimo to „wojskowość” wygrywa. To co najchętniej podkradam z tego nurtu to kolorystyka, w której przy moim typie urody wyglądam korzystnie. Typowe fasony dla tego stylu to wojskowe koszule i ogromne kurtki (parki). Warto jednak pamiętać, że projektanci od kilku sezonów szaleją. Coraz częściej militarne są dopasowane sukienki (dzięki ozdobom w kształcie orderów i pagonom) – coś, co z wojskowością na pierwszy rzut oka nie kojarzy się wcale. Jednoznaczna identyfikacja wizualna fasonów staje się coraz trudniejsza, ale to jest fajne – w odbiorze kierujemy się czuciem, a nie szkiełkiem i okiem.

3. Street style – dźwięki ulicy

Na sam koniec – coś co nosi nic nie mówiącą nazwę: street style. Bo czym ów street style jest? Ano tym, co akurat zyskało popularność wśród rzeszy osób, przyjęło się na ulicach. Street style definiuje styl miejski – to co najchętniej się nosi, a jednocześnie w dużej dozie bazuje na trendach. Street style tworzymy my – zwykli ludzie, blogerki, trendsetterzy. Często dyktatorzy mody próbują go narzucać – czasem trafiają w sedno (jak na przykład Moschino ze swoją kolekcją inspirowaną symbolami popkultury, w szczególności McDonaldem), częściej jednak street style wyłamuje się wszystkim normom i zasadom. Ktoś coś zobaczył, komuś wpadło w oko, kto inny to skopiował, ktoś dalej wrzucił na bloga – i tak zaczyna się szaleństwo.

Ja tę niejasną kategorię daję tu po to, by pokazać moje nagłe, do niczego nie pasujące fascynacje. W minionym sezonie bardzo street były dżinsy o fasonie boyfriend, które pokochałam. Były także kimona, bez których żyć nie mogę. Wśród trendów pojawił się także total jeans look – do którego się nie przekonałam.

Lubię modę i lubię się nią bawić. Interesuję się trendami, ale nie pozwalam, by to one wybierały mnie – to ja zawsze podejmuję decyzję, z którym z nich się zaprzyjaźnię. Inne blogi przeglądam dla przyjemności, ale takze by się zainspirować, coś podejrzeć. Dlatego street style traktuję jako swoją inspirację. Stąd pojawił się w moim zestawieniu.

To by było na tyle. Jeśli macie ochotę spróbować swoich sił w konkursie Ddob – gorąco zachęcam, nagrody są warte zabawy. Z chęcią też zobaczę Wasze posty z tymi stylizacjami, które uważacie za najlepsze – wybranie trzech w moim przypadku było dramatycznie trudne. Ale tak to jest z próżnymi ludźmi 😉

Miłego tygodnia!
VamppiV
Zdjęcia pochodzą z notek:

27 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *