stylizacje | makijaż

Outfit #123 – Glamour grunge or retro style?

W zeszłym tygodniu miała okazję wybrać się na kolację w ramach festiwalu Restaurant Week – swoje wrażenia opisałam szczegółowo na Rozkoszach Umysłu. Z tej okazji postanowiłam wyciągnąć z szafy sukienkę, którą kupiłam rok temu, a miałam na sobie bodajże raz. Cekinowe cudo od Pull&Bear.
Nie jestem typem imprezowicza, natomiast na bardziej uroczyste wydarzenia cekiny mi nie pasują. Dlatego moja wymarzona kiecka leżała, czekając na lepszą okazję. A właściwie: czekając na zimę. Zainspirowana kilkoma sesjami street style, które mignęły mi w gazetach, postanowiłam oswoić cekiny w codziennym wydaniu.
W planach był glamour grunge – styl-paradoks. Grunge z założenia odrzuca to co eleganckie, zatem jego uświetniona wersja zdaje się być swoistą hybrydą, wręcz obrazą dla pierwszych założeń stylu. Ja jednak wierzę, że wszystko na tym świecie ewoluuje – także moda. I trend na łączenie rzeczy eleganckich z grunge’owymi bardzo mi się spodobał.
Taki był zamiar. Na szczęście nie napisałam tej notki przed otrzymaniem zdjęć (co czasem mi się zdarza). Musiałabym ją całą przerabiać. Planowana stylistyka na czarno-białych fotografiach zyskała posmak… retro. I przyznam, że taka wersja mnie bardzo mi się podoba.
Kawałek dalej znajdziecie fotografie w kolorze – na nich doskonale widać złoto-czarny odcień cekin. Wraz z włochatą fakturą sweterka i skórzanymi botkami nad kostkę, na szpilce, wkraczamy w klimat, który domyślnie ta stylizacja miała odwzorowywać.
Sweter to osobna historia – uwielbiam dzianiny, których teraz wszędzie jest pełno. Ja jednak swetrom stawiam duże wymagania – przede wszystkim mają być milusie. Dlatego zdziwiłam się, gdy zaczęłam szukać swojego ideału w sklepach. Cele miałam dwa:
– jeden sweter czarny jak sadza o fakturzy możliwie milusiej, najlepiej futrzak, które uwielbiam ponad wszystkie inne swetry,
– jasny (szary? beżowy?) sweter – miękki i o ciekawym splocie; banału w tej materii nie lubię.
Pierwszy cel zrealizowany, wyszperany w najnowszej kolekcji New Yorker. Na drugi ciągle poluję.
W trakcie zdjęć towarzyszył nam czarny kot. Każda czarownica ma kota – mam i ja. Zobaczycie go na nielicznych kadrach, gdyż jak to czarne koty – szybszy był od towarzyszącego mu cienia, w obiektywie aparatu przeistaczając się w plamy ruchu.
Gdyby kogoś nurtowało miejsce, w którym powstały zdjęcia – jest to poznańska kawiarnia „U Przyjaciół”. Słyszałam o niej często, jednak dopiero za sprawą Perfectamente zajrzałam do środka. Choć nie jest to „mój” klimat – w sensie takim, że w domu czy miejscu pracy by mnie męczył – na zdjęcia nadaje się wspaniale. I kawę podają świetną, i herbaty oryginalne. Wrócę.
Kto z Was spostrzegawczy ten zapewne szybko małe zmiany na blogu. Od dawna marzyłam o równej szerokości zdjęć – w końcu znalazłam czas na realizację. Rozcinanie ich tekstem nagle przestało mi pasować. Zatem chwilowo będzie gościć taka stylistyka. Tekst i zdjęcia, osobno, choć ciągle razem. Dajcie znać jak się Wam to widzi i czy dobrze się ogląda.
Ściskam,
VamppiV

dress: Pull&Bear || Sweather: New Yorker || Shoes: eSKa || necklace: no name || bag: Deichmann

22 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *