przemyślenia

Nie idę na wybory!

…bo niczego to nie zmieni. Bo nie interesuję się polityką. Bo nie mam na kogo głosować. Jak często Ty lub Twoi znajomi używacie tej wymówki? Wstyd się przyznać, ale też kiedyś stałam po tej stronie barykady. Polityka była najmniej zajmującą mnie rzeczą na świecie. Nie interesowałam się nią. Aż do momentu, gdy zrozumiałam, że ona interesuje się mną. To było przerażające.

Młodzi, gniewni, zniechęceni

Potrafię zrozumieć wszystkich tych, którzy nie chcą iść na wybory, choć teraz, jako dorosła i świadoma kobieta, nie jestem dumna z faktu, jak długo sama się od nich migałam. Przyznam jednak, że polityka była dla mnie czymś nudnym – tak jak dla wielu osób, z którymi rozmawiam.

W mediach istnieje obraz perfekcyjnego wyborcy. Celebryci w felietonach mających nas zachęcić do wzięcia udziału w wyborach opowiadają jak bardzo to dla nich było ważne. Zawsze. Jak dużą wagę przykładali do podjęcia dobrej decyzji. Ile uwagi temu poświęcali.

Teraz, tuż przed wyborami, regularnie czytam „Ja od osiemnastego roku chodziłam/em na wybory! A Ty? Wstydź się!”. To nie jest narracja, która do mnie trafiała. Wręcz przeciwnie – nigdy nie czułam się wystarczająco rozeznana w temacie, by mieć odwagę stanąć przy urnie ramię w ramię z politycznymi wojownikami. Przerażali mnie.

I, nie oszukujmy się, gdy oni mi kazali się wstydzić, to ja ich po prostu miałam w dupie.

Kiedy polityka zaczęła być dla mnie ważna?

Kilka lat temu zaczęłam dorastać do polityki. Dokładnie pięć lat minęło od momentu, gdy po raz pierwszy zrobiło mi się naprawdę głupio, że nie ogarniam tych tematów. Powód? Dość prozaiczny – zakochałam się w mężczyźnie, który o polityce wiedział bardzo dużo. Jednak wtedy nadal nie do końca wiedziałam „na co mi ona” i tylko duma napędzała chęć dowiedzenia się nowych rzeczy.

A potem polityka zaczęła interesować się mną… Czarny Protest, chyba najbardziej wstrząsający moment. Gdy kobiety musiały wyjść na ulice, by bronić swoich praw. Nagle uświadomiłam sobie, że jeśli nie zareagujemy, to dojdzie do sytuacji, w której moje życie straci na wartości. Swoje przemyślenia opublikowałam wtedy tutaj, jeśli ktoś nie czytał, zachęcam: #CzarnyProtest, ponieważ chcę mieć prawo do życia. Wcześniej i później było jeszcze wiele drobnych momentów, ale ten był dla mnie przełomowy. Zrozumiałam, że polityka – to magiczne słowo, które zawsze wydawało się tak odległe – jest tuż obok. I może mi zagrozić.

Przymus dobrej decyzji

Z rozmów ze znajomymi, głównie młodszymi, wyniosłam jeszcze jedną obserwację. Ci, którzy nie idą na wybory, nie zawsze uważają, że to ich nie dotyczy. Często po prostu boją się, że nie podejmą maksymalnie dobrej decyzji. Przejrzenie sylwetek wszystkich kandydatów jest czasochłonne, a oni są zabiegani: od uczelni do pracy, czasem chcą zahaczyć o imprezę, a wieczorem obejrzeć serial na Netflixie. Odpocząć, by znów zasuwać. Ostatnie o czym marzą, to o wieczornym przeglądaniu programów wyborczych. Możemy mówić, że to ich obowiązek i lenistwo, ale co to zmieni? Czy lenistwo to na pewno emocja, którą się kieruję?

Ja widzę strach. Żyjemy w świecie, w którym na każdym kroku wymaga się od nas bycia perfekcyjnym. Podejmowania idealnych decyzji, tak jakby jakikolwiek błąd był naszą osobistą porażką skreślającą wszelkie dokonania. A wybory nigdy nie są zero-jedynkowe. Nie ma takiej możliwości, by z jakąś partią pokrywać się w stu procentach. Każda partia to nie tylko program, ale też kandydaci. Ludzie. Różni, choć mający wspólne poglądy. I o te wspólne poglądy w głosowaniu chodzi. Nie o absolutną pewność, że to, co wybierzemy, to „sto procent my”, tylko o zgodność w ważnych dla nas kwestiach.

To tak jak w związku – nie znajdziesz partnera, z którym będziesz zgadzać się we wszystkich kwestiach. Życie to kompromisy. To naturalne.

Proszę, idź na wybory!

Dlatego dziś piszę ten post i proszę Cię: idź na wybory. Nie przejmuj się, że podejmiesz niezupełnie dobrą, trochę nieprzemyślaną decyzję. Media karmią nas obrazem wyborców, którzy w stu procentach wiedzą, kogo popierają, ale uwierz, że to nigdy tak nie działa. Dlaczego odrzuć ten chory perfekcjonizm i idź na wybory. Wiem, że w dwa tygodnie nie zorientujesz się we wszystkich sylwetkach. Ale dowiedz się przynajmniej czym jest lewica, a czym prawica. Zacznij od podstaw, tak jak ja zaczynałam. Potem już będzie z górki. Obejrzyj jakiś skrót informacyjny. Porozmawiaj z ludźmi, spytaj kogo wybierają i dlaczego. Szukaj wiedzy i inspiracji, ale nie świruj, bo nigdy nie dowiesz się wszystkiego.

A potem zagłosuj. Dla dobra nas wszystkich. 13 października 2019 pokaż, że Twój głos ma znaczenie.

Komentarz

  • Nusz

    Chadzałem na wybory, lecz coraz ciężej głosować. Nie z powodu niesprawności, czy nadwrażliwosci na niektóre bodżce. Z owodu narastajacego wykluczenia, gdyż prawo coraz bardzie spycha mnie na margines poza społeczeństwem. Nawet dostępność plus więcej szkodzi niż pomaga…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.