• literatura | publicystyka

    Je t’aime Paris! – część V

    Wczoraj minął dokładnie tydzień odkąd wróciłam z Paryża… Siedem dni, w trakcie których wydarzyło się tak wiele. Mam wrażenie jakby minął miesiąc! Pora więc na ostatnią część „Je t’aime Paris!”. Mam nadzieję, że uda mi się obudzić wspomnienia na tyle, by z pasją opowiedzieć jak minęły mi ostatnie dwa dni. Dzień Szósty – Błądząc Poniedziałek – obudziła mnie myśl, że to ostatnie dwa dni w Paryżu! Tak wiele już widziałam, a jednocześnie czułam, że czasu było za mało… Zaplanowaliśmy zwiedzanie Luwru. Wędrówkę wśród dzieł sztuki, o której ludzie zawsze podkreślają, że jeden dzień to mało. Zaczynała dopadać mnie melancholia – nie chciałam wracać, nie chciałam żegnać się z miastem, które…

  • literatura | publicystyka

    Je t’aime Paris! część III

    A miało być tak pięknie, miało być słońce, weekend, wolność… Niestety, życie chwilowo postanowiło mi udowodnić, że każde wakacje trzeba odchorować. Katar, kaszel, ból głowy – czego więcej mogłabym chcieć?! Ale dobra, nie narzekam, dzielnie łykam tabletki, popijam herbatkę z sokiem z bzu i zamykam oczy… Tylko po to, by cofnąć się w czasie o tydzień. Pora na kolejną część „Je t’aime Paris!”. Miłej lektury! Dzień Trzeci – Disneyland, it’s a magic! Nareszcie słońce! Po pierwszych dniach w Paryżu sądziłam, że już do końca pobytu nie rozstanę się z długimi rękawami i grubymi ciuchami. Piątek jednak przywitał nas wyższą niż zwykle temperaturą i nieśmiało wyglądającą zza chmur złocistą kulą. Pogoda…

  • literatura | publicystyka

    Je t’aime Paris! część II

    Wyspana, jednak nie wypoczęta, znów oddaję się wspominaniu… Przedwczorajsza notka zmieściła tylko jeden dzień, a przecież okazała się niezwykle długa. Przeraża i fascynuje mnie jednocześnie, że dzisiaj mam Wam jeszcze więcej do opowiedzenia. Trzymacie się? No to ruszamy! Dzień Drugi – Katedry, wieże, kilometry Paryż z rana przywitał nas chmurami. Pogoda, niezbyt nastrajająca optymizmem, sprawiła, że zmieniliśmy swe plany – zamiast wyruszyć do Disneylandu, postanowiliśmy zwiedzić miasto. Spacerem, jakżeby inaczej! Czekało nas kilkanaście kilometrów. Dzień więc rozpoczęliśmy od solidnego śniadania. Słodkie bułeczki, sery, jogurty, bagietka i dwa rodzaje średniej wędliny (chyba przygotowane tylko po to, by turyści nie marudzili, że nie ma mięcha). Wbrew moim obawom jedzenie okazało się niezwykle…