przemyślenia,  stylizacje | makijaż

Zwiałam z balu na fast-fooda!

Coś ważnego wydarzyło się w moim życiu. Zaprosiłam chłopaka na wykwintny obiad – do McDonalda. Wzięłam kurczaczki i zabójczo kaloryczne lody. I choć na co dzień zdrowo się odżywiam i uwielbiam Doktor Anię, to wiem jedno – czasem warto wyluzować!

Żyjemy w szalonych czasach. Na każdym kroku słyszymy co nam wolno, a czego nie. Dążymy do perfekcji. Perfekcyjnego wyglądu, perfekcyjnego zachowania, mówienia, życia. Słuchamy coachów, biegamy na kilka terapii jednocześnie, atakujemy mózg milionem kursów, by być na bieżąco. Social media śledzimy na toalecie, bo to jedyny moment, kiedy możemy w ciągu dnia usiąść. I z tego całego szaleństwa jedyne co uzyskujemy to perfekcyjnie spięte poślady.

Gubi nas perfekcjonizm

Nie jestem perfekcjonistką i nigdy nie byłam. Wolę działać, czasem się potykam, ale dopieszczanie każdego detalu do momentu, w którym płaczę z wycieńczenia i wyzywam się od idiotek, nie jest w moim stylu. Niestety wiem, że wiele osób tak ma. Widzę wokół siebie wspaniałe kobiety, które jadą po sobie od góry do dołu, bo nie potrafią żyć tak aktywnie, pięknie i zdrowo jak ich idolki na Instagramie. Widzę dziewczyny, które popadają w paranoje: płaczą przed egzaminem z bezsilności, nie idą na wybory (bo nie poznały w stu procentach wszystkich partii, a boją się, że zagłosują błędnie), rezygnują z wyciągania dłoni po sukces, bo jeszcze im nie wyjdzie i ludzie wokół zobaczą. A co najgorsze: boją się bycia sobą, bo przecież trzeba być idealną. Jak Chodakowska. Inny sposób na życie nie istnieje.

Jestem grzeszna

Mam dość tego gadania! Mówię i piszę wiele o dyscyplinie, pewności siebie, intensywnej pracy, zarządzaniu czasem. Ale w tym wszystkim staram się pokazywać swoje grzeszki i słabości. Na Instagramie chwalę się, gdy ugotuję coś zdrowego, ale gdy mam ochotę, wrzucam fotę pizzy. Pokazuję stylizacje, z których jestem dumna, ale nie wstydzę się, że w lesie czasem wyglądam jak leśny ludek. Przyznaję się do błędów i rezygnuję z wyborów, które mnie zabijają. I widzę, że coraz więcej osób aktywnych w sieci tak robi. Pokazuje prawdziwe oblicze sukcesu.

Świat musi wiedzieć!

Bardzo cenię Jemerced za to, że zaczęła pokazywać też to, co jej nie wychodzi. Swoje błędy i wpadki. Gdy ukradli jej torebkę, gdy źle zaparkowała samochód i miała problemy, gdy po prostu źle się czuje ze zmęczenia. Cenię Fashionelkę, która ma takie dni jak ja – gdy haruje po kilkanaście godzin dziennie, ale jednocześnie podkreśla i pokazuje, że balans jest najważniejszy. Zdrowe podejście do życia widzę u coraz większej ilości influencerek i cieszy mnie to ogromnie – bo też kiedyś byłam tą zakompleksioną dziewczyną, która sądziła, że musi zapierdalać 24 godziny na dobę, bo inaczej jest przegrywem. Bo inni dają radę i guzik, że padam na pysk ze zmęczenia, ale trzeba działać.

Pracoholizmowi stop!

Ja kocham działać. Kocham pracować. Czasem przesadnie – muszę się zmuszać do relaksu, gdy mam ochotę programować. Ale wiem, że dla mojego organizmu detoks od roboty jest kluczowy. Serial, książka, spacer. Bez tego serce umiera. A mózg bez serca to jak maszyna bez zasilania.

Kochasz siebie? To się szanuj!

Dziś Cię zachęcam: odpuść. Zamknij oczy, zrelaksuj się. Niech coś nie wyjdzie, ale wrzuć na luz. Działaj, pracuj, spełniaj marzenia, ale nie świruj. Nie zadręczaj się. Nie nienawidź się za to, że przegapiłaś dziś trening. Zjadłaś kawałek czekolady. Spaliłaś obiad. Zasnęłaś nad robotą.

Zdarza się najlepszym. Nie rezygnuj ze swoich marzeń, ale skończ z czarnowidztwem. Kilka godzin dla siebie, jeden mały grzeszek, dzień lenistwa w tygodniu – nie sprawią, że wszystko co osiągnęłaś zniknie. Bo jeśli zaczniesz się wykańczać, to zniknie radość z tego, co wychodzi. A po co sukces temu, kto nie ma już sił, by się z niego cieszyć?

Zdjęcia: Kaskader Kadr

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.