literatura | publicystyka

Biegnij, Nat, biegnij! – “Zabawka diabła”, Matt Richtel

W trakcie lektury niektórych książek, rozum mówi coś zupełnie innego niż serce… Z każdą kolejną stroną postępowanie bohatera wydaje nam się głupsze, przewracamy oczami i wzdychamy z dezaprobatą, a jednocześnie – nie możemy przestać czytać. Byle dalej, byle głębiej w historie, by dowiedzieć się: jak to się skończy? Jedną z takich książek jest “Zabawka diabła”. 

Gdy usłyszałam o tej książce po raz pierwszy – od razu zapragnęłam ją przeczytać. Thriller z elementami medycznymi, dziennikarz śledczy, tajemnica i Dolina Krzemowa – czy może być ciekawsze połączenie?

Nata Idle, czyli głównego bohatera, poznajemy w momencie, w którym spędza czas ze swoją chorą babcią. Spacer trwa, ptaszki ćwierkają, wszyscy się cieszą… aż do chwili, w której padają strzały. Od tej pory akcja nabiera zawrotnego tempa. Bohater jest górnolotnie nazywany dziennikarzem śledczym (tak naprawdę wyszukuje “sensacje” i pisze posty wątpliwej jakości na bloga) – postanawia więc zbadać całą sprawę. Przy tym prawdopodobnie cierpi na jakąś paranoję, bo wokół widzi tylko wrogów i wszędzie wlecze za sobą chorą babcie (scena w której babcia ratuje go z niezwykle durnej sytuacji, stosując przy tym ciosy karate, wywołała u mnie atak śmiechu – nie wiem czy o to chodziło autorowi). Przy tym Nat nie słucha tego co ludzie do niego mówią (przecież wszyscy są źliiiii), nie przejmuje się babcią (ale działa dla jej dobra!) i przeżywa jak potłuczony pewien romans… A wszystko po to, by odkryć kto sprawił, że jego babcia jest staruszką cierpiącą na demencję (hm…).

Fabuła pełna biegania i strzelania przeplatana jest transkrypcjami z Krucjaty Pamięci – chyba najlepiej skonstruowanego fragmentu książki. Babcia Nata – Lana – bierze udział w badaniu, które ma zapisać jej wspomnienia dla przyszłych pokoleń. Opowiada swoją historię komputerowi, a komputer wszystko analizuje, interpretuje i… i tutaj zamilknę, bo zepsuję najciekawszy moment fabuły. A szkoda by było.

Gdy dotarłam do finału (równie wybuchowego co finały filmów akcji), pozachwycałam się (zieeeew) wątkami miłosnymi i odkryłam rozwiązanie zagadki – czyli, mówiąc krótko, gdy skończyłam lekturę – błyskawicznie zapomniałam o tej książce. Tylko jeden mały wątek utkwił mi w głowie – związany z wpływem komputerów na zapamiętywanie (niezwykle wiarygodnie wymyślony, a przy tym przerażający dla kogoś, kto tak jak ja uwielbia doskonalić swój umysł). Poza tym – wszystko wyparowało.

Ponarzekałam… Czy mogę więc napisać, że nie polecam? Nie! I w tym miejscu serce dochodzi do głosu.

To nie jest zła książka! Matt Richtel stworzył świetną powieść akcji. Mamy tu ciągłe wybuchy, pościgi, tajemnice, dziwacznych przyjaciół głównego bohatera i zakręconą babcię (oraz jej równie nienormalnych towarzyszy z Domu Opieki). Jeśli ktoś lubi takie książki – będzie zachwycony. Ja jednak spodziewałam się thrillera. Powolnego dawkowania napięcia i mrocznej historii związanej z medycyną i informatyką – a tego jak na lekarstwo. Gdy w pewnym momencie pojawił się wątek informatyczny – uznałam, że lepiej, by go wcale nie było. Wyjaśnienie zagadki może i jest logiczne, ale jednocześnie – w moim odczuciu głupie, tak po prostu. W temacie medycyny – trochę lepiej, ale ciągle słabo. Nat skończył odpowiednie studia, więc jego wtrącenia wynikające z obserwacji otoczenia brzmią naprawdę ciekawie. Nie wiem jednak na ile są wiarygodne.

Paradoks “Zabawki diabła” Matta Richtela tkwi w tym, że historia naprawdę wciąga! Jakkolwiek wkurzał mnie główny bohater, tak nie mogłam oderwać się od lektury. Ciągłe zwroty akcji i zakręcone (albo wprost: durne) pomysły bohatera sprawiają, że mimo wszystko chcemy dowiedzieć się jak to się skończy. Dajemy się wciągnąć w tę dziwną historię, bo jest niezwykle sprawnie napisana.

“Zabawkę diabła” mogę z czystym sumieniem polecić – ale tylko tym, którzy szukają lekkiej i wciągającej lektury. Zawiodą się osoby, które tak jak ja – zafascynował tytuł i genialnie skonstruowany opis, mające niewiele wspólnego z historią. Jeśli jednak lubisz powieści akcji lub po prostu masz ochotę na literackie odmóżdżenie – niezwykle przyjemne od czasu do czasu – śmiało sięgaj po powieść Matta. Rozrywki zapewni co niemiara!

Dziękuję wydawnictwu Akurat za egzemplarz recenzencki!

Jeśli podoba Ci się ten tekst, proszę podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Chcesz być na bieżąco z nowościami na mojej stronie?


Maila dostaniesz maksymalnie raz w tygodniu, zwykle rzadziej! Przyślę Ci informacje o najnowszych
wpisach i artykułach, podzielę się wiedzą lub poinformuję o konkursie. Zero spamu, same konkrety,
byśmy zawsze mogli być w kontakcie!

Zamknij okno

shares
Skip to content