literatura | publicystyka

Nieregularnie i o wszystkim (czyli o niczym)

Znowu się zaczęło… Studia!

Przetrwałam pierwszy weekend pierwszoroczniaka. Dziwnie znów być pierwszakiem, pociesza mnie jednak fakt, że to drugi stopień. I choć tylko wczoraj miałam wykłady – to zrobiłam gigantyczne postępy, a co! Po raz pierwszy w życiu udało mi się wysłuchać wszystkich wykładów, co z moim problemem skupienia uwagi na kimś gadającym dłużej niż przez kwadrans – jest wielkim osiągnięciem. Biorąc jednak pod uwagę jak wypruta byłam wieczorem – dociera do mnie, że muszę zacząć zbierać drobne. Na kawę. Dużo kawy…

…szczególnie, że wczoraj cierpiałam na brak kofeiny, gdy odkryłam, że ostatnie drobne wydałam w sobotę. Szaleństwo – na Półwiejskiej pewien młody pan postanowił nas rozpieszczać swoją grą. Zatrzymałam się by posłuchać… i po pięciu minutach odkryłam, że minęło pół godziny. Nie jestem osobą, która szczególnie intensywnie słucha muzyki – mam swoich ulubieńców i tyle. Rzadko się zdarza ktoś, kto trąci kilkoma dźwiękami wszystkie struny mojej duszy. A jednak, doświadczyłam tego w miniony weekend. Szaleństwo, życzę sobie więcej tak uzdolnionych ludzi na ulicach, z takim wyczuciem rytmu i pasją w oczach. Życzę sobie i już!

Wreszcie też znalazłam czas na spotkania z przyjaciółmi. Ale mi tego brakowało – naszych szalonych wieczorów, spacerów i gadania o niczym. Wolność – absurdalne stwierdzenie z uwagi na fakt, że właśnie skończyły mi się wakacje. A jednak. Piątkowy babski wieczór skończył się zdjęciami w burleskowym klimacie (teraz wszyscy znawcy burleski mnie wygwizdują, ale tak mi się kojarzą i już!). Sobotni – odkryciem genialnych regionalnych win. Znacie poznański Tramwaj? Tak, ten niepozorny wagon w okolicach Kupca. Pierwszy raz w życiu piłam wino truskawkowe i jestem urzeczona.

Oczywiście nie samymi studiami i wolnymi wieczorami Sylwia w weekend żyje (jeden z moich prywatnych absurdów: weekendy są z gumy, w tygodniu z niczym się nie wyrabiam)… Sobotnie popołudnie zaowocowało kolejną genialną współpracą fotograficzną. Nie mogę się doczekać efektów. I choć wiem, że trochę poczekam – warto. Naprawdę.

Plany na dziś? Praca. I pisanie. Czyli w sumie jedno i to samo. Deadline jednego opowiadania nadchodzi wielkimi krokami, deadline innego – mniejszymi (ale za to głośno tupie). Do tego walczę z pewnym projektem w Unity3D. Jestem na czymś w rodzaju „okresu próbnego” w pewnej firmie – uczę się, doszkalam, udaję, że umiem programować. Ciekawe co z tego wyjdzie – na razie jest fajnie.

Na koniec – samochwałka. Jaram się, bo jedna z moich fotografii zgarnęła wyróżnienie w konkursie organizowanym przez Arboretum Kórnickie i Fotopluma. Wiosną – wernisaż. Nie mogę się doczekać!

A Wam jak weekend minął? Mam nadzieję, że choć częściowo tak pozytywnie jak mi.

Jeśli podoba Ci się ten tekst, proszę podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

shares
Skip to content