opinie | recenzje,  przemyślenia,  wywiady

Dlaczego boisz się lekarza? – różowy wywiad o lękach i nadziei

Czy miesiące można opisywać kolorami? Październik – na pewno! Już od 35 lat na całym świecie obchodzimy Różowy Październik – miesiąc świadomości raka piersi. Aż 80% nieuleczalnych przypadków nowotworu piersi wynika ze zbyt późnego wykrycia. A przecież nie ma nic prostszego od samobadania piersi! 

Mija dziesięć lat od momentu, gdy wykryłam gruczolakowłókniaka w piersi i stałam się regularną “klientką” Wielkopolskiego Centrum Onkologii. Dziesięć lat dbania o siebie, które możliwe, że uchroniło mnie przed przedwczesną śmiercią. Dlaczego zatem tak wiele kobiet ignoruje swoje zdrowie i nie wykonuje samobadania? Rozmawiam o tym z Patrycją Artowicz, młodą psycholożką działającą na rzecz kobiet.

To rozmowa nie tylko o strachu. To przede wszystkim rozmowa o pracy nad sobą, walce z własnymi słabościami i wierze, że życie jest sprawiedliwe.

Sylwia Błach: Zdrowie jest najważniejsze – to banał, który wiele z nas powtarza. Dlaczego zatem tak bardzo boimy się badać, skoro tylko dzięki regularnej samokontroli piersi możemy obronić się przed rakiem?

Patrycja Artowicz: Myślę, że powodów, dla których kobiety nie chcą się badać jest wiele i nie zawsze musi to być strach. Tak jak to zwykle bywa w psychologii – ciężko o jedną odpowiedź i wyjaśnienie, bo ludzie są różni. Na przykład, najprostszym wytłumaczeniem może być wpływ wychowania. Jeżeli w domu żadna kobieta się nigdy nie badała, ani nie mówiła, że dbanie o swoje zdrowie jest istotne, to my także zazwyczaj nie uznamy tego za istotne. Rola wychowania jest szalenie ważna! I tutaj powodem braku badań kontrolnych jest zwyczajny brak edukacji.

SB: Rozumiem brak edukacji w domu, jednak od lat kampanie i lekarze trąbią o samokontroli w telewizji, radiu czy Internecie. A jednak statystyki pokazują, że choć coraz więcej Polek o siebie dba, to nadal nie dość dużo. Czy one nie chcą tej edukacji? Świadomie odrzucają wiedzę? Dlaczego?

PA: Środowisko wychowawcze oraz inne osoby znaczące to coś więcej niż sucha wiedza lub jej brak. To wpływ na nasz późniejszy system wartości, nasze nawyki, zachowania, przekonania. Pamiętajmy też, że w telewizji mówią dużo rzeczy i nie zawsze wszystkie są wartościowe. Trudno czasem w tym natłoku informacji odróżnić co jest ważne, a co nie. Takiego odróżniania też zresztą trzeba się nauczyć. Poza tym takie informacje są krótkie, stosunkowo rzadkie, a najbliższych słyszymy i obserwujemy codziennie. No i przecież nie ma co porównywać wagi komunikatu od najbliższej osoby z takim, usłyszanym od kogoś obcego, przez minutę, pomiędzy reklamami. Tutaj jednak sprawa jest stosunkowo „prosta”, bo przy odrobinie chęci i za pomocą rzetelnych argumentów czy wpływu innych osób dla nas ważnych możemy zmienić swoje nawyki, przekonania.

Większy problem jest właśnie z tym „nie chceniem”. Szczerze mówiąc wątpię, żeby osoba zdrowa psychicznie świadomie nie chciała się badać. Tutaj już trochę możemy myśleć na przykład o pewnych lękach, które czasem mogą skłaniać nas do robienia badań, a czasem wręcz przeciwnie – do ich zaniechania. Może to niektórym wydawać się dość dziwne czy nielogiczne.

SB: Lęki mnie bardzo ciekawią, zwłaszcza z powodu mojej horrorowej pasji, ale do nich zaraz wrócimy. Zostańmy jeszcze przy braku edukacji. Wiem, że wśród czytelników mam sporo matek, ciotek, a też ojców czy wujków. Jak w takim razie rozmawiać z dzieckiem na taki trudny temat? W jakim wieku zacząć? Bądź co bądź to temat zdrowia, ale też śmierci.

PA: Oczywiście, że tu nie chodzi tylko o rolę matek i kobiet, bo mężczyźni w tej kwestii również mają sporo do powiedzenia. Podkreślam tu trochę bardziej rolę kobiet, ponieważ są one modelami dla małych dziewczynek, które właśnie od innych kobiet uczą się same być kobietami: obserwują je, naśladują. Są matki, babcie, ciotki, które prowadzają dziewczynki do lekarzy (a później ginekologów) nie tylko kiedy są bardzo chore. One mówią im, że dbanie o zdrowie jest ważne, pokazują to same chodząc do lekarzy na badania kontrolne. Jeśli do tego są otwarte na pytania to już naprawdę dużo! Oczywiście dobrze by było, gdyby ojcowie, dziadkowie, wujkowie robili to samo, bo dbanie o własne zdrowie nie jest uwarunkowane płciowo i dotyczy każdego. 

Ale jak konkretnie rozmawiać z dzieckiem na takie tematy i kiedy zacząć? Nie wiem. Nie specjalizuję się w psychologii edukacji czy rozwoju. Wiem natomiast, że bardzo ważne jest to, na ile rodzice sami boją się choroby, śmierci i na ile są w stanie otwarcie o tym rozmawiać. Dla jednych będzie to zwykła rozmowa, dla innych ogromny wyczyn.

SB: Jak zatem taki rodzic, który się boi tej rozmowy, może sobie pomóc?

PA: Istnieją różne książeczki czy zajęcia edukacyjne przeznaczone dla konkretnego przedziału wiekowego. Są też różni specjaliści, którzy mogą pomóc przygotować się na trudne rozmowy z dzieckiem czy przepracować własne lęki. Nie wszystko zawsze trzeba robić samemu, ale ważne, żeby tego nie pomijać, nie uznawać, że kiedyś wszystko „samo przyjdzie”, a wiedza spadnie z nieba! Jeżeli nie czujemy się na siłach, żeby pewne tematy poruszać z dzieckiem, to żaden wstyd. Ale nie zwalnia to nas z wychowywania tego dziecka i poszukiwania innych sposobów dostarczenia mu wiedzy. Ponadto samo dawanie dobrego przykładu już bardzo wiele może zdziałać.

SB: Wspomniałaś o wpływie otoczenia na nasze zachowanie. O ile rozumiem, że dzieci naśladują starszych, to zjawisko wpływu wśród dorosłych wydaje mi się bardziej złożone. Dlaczego dorosłe jednostki poddają się wpływom?

PA: Niezależnie od wieku wpływ na nas mają zawsze tzw. osoby znaczące oraz media. W przypadku małych dzieci takie osoby to głównie rodzice/prawni opiekunowie, z czasem dochodzi do tego grupa rówieśnicza, nauczyciele, mentorzy. Później wpływ rodziców się zmniejsza (ale nie znika) i młodzież poszukuje wzorców wśród znajomych, wśród idoli, osób znanych i lubianych itd. W dorosłości wpływ ten mogą mieć też osoby z pracy, partnerzy/partnerki. Pomimo, że to wydaje się proste, to trzeba pamiętać, że osoby dorosłe zazwyczaj mają już solidnie ukształtowaną osobowość, przekonania i wartości. Na dzieci łatwiej jest wpływać, bo one dopiero się uczą, poszukują. Łatwiej jest nauczyć siebie i innych czegoś nowego, niż zmienić dotychczasowy sposób myślenia i funkcjonowania na inny. 

Według WHO u 1,7 miliona kobiet na świecie rozpoznaje się raka piersi, a 500 tysięcy kobiet na świecie umiera z tego powodu.

SB: Próby zmiany zachowań drugiej strony w relacji zawsze są trudnym tematem, nikt z nas nie lubi, gdy udowadnia mu się, że nie ma racji. Poza tym każdy z nas ma prawo do swoich własnych przekonań, nawet niesłusznych. A jednak rozmawiamy o zdrowiu, czyli czymś kluczowym dla przetrwania! Zatem jak wpłynąć na bliską nam osobę, by się zbadała, tak, by jednocześnie nie naruszyć jej przestrzeni?

PA: Tutaj znów muszę posłużyć się moją ulubioną i najbardziej popularną w psychologii odpowiedzią – to zależy. Zależy od tego jak bliska jest nam ta osoba, jak bardzo jesteśmy dla niej ważni oraz skąd bierze się jej postawa braku chęci do badania. 

W psychologii społecznej mówi się o strategiach perswazji, czyli o metodach zmiany postaw. Zacznijmy od tego, że każda postawa zawiera w sobie trzy komponenty: emocjonalny, poznawczy i behawioralny. Chcąc zmieniać jakąś postawę możemy próbować wpływać na każdy z nich. Na przykład: możemy próbować wzbudzić strach o własne zdrowie, przytaczać naukowe argumenty, wyniki badań, dawać własny przykład. Wpływ na zmianę postawy ma też osobiste znaczenie danej sprawy dla jednostki – czy dbanie o zdrowie i profilaktyka są dla niej ważne czy nie. Jeżeli dana postawa ma źródło emocjonalne to dobrze działać emocjonalnie, a jeśli jest oparta na przekonaniach to tutaj lepsze będą racjonalne argumenty. 

Stosunek do osoby, która próbuje nas do czegoś przekonać też jest ważny. Mam tu na myśli m.in.: jej bliskość relacji z nami. Też to, czy uważamy ją za osobę wiarygodną, której warto wysłuchać, czy jest atrakcyjna lub uważana za specjalistę w danej dziedzinie (to szczególnie w przypadku obcych nam osób). Zmiana postawy może zależeć także od postrzeganej nagrody. Może ona być materialna lub nie. Ciężko jest podać złoty środek – trzeba próbować, ale nie zapominać też o tym, że tak jak sama wspomniałaś: “każdy z nas ma prawo do swoich własnych przekonań, nawet niesłusznych”. Gorzej, jeśli podłożem tego, żeby się nie badać, jest głęboko skrywany lęk przed chorobą bądź śmiercią.

SB: I znów jesteśmy koło lęku, dajmy mu więc głos. Często słyszę: „Nie badam się, bo się boję”. A przecież wcześnie wykryty rak piersi ma bardzo duże szanse na wyleczenie! To właśnie zaniedbanie może prowadzić do śmierci. Wyjaśnij mi więc: gdzie w tym logika i zdrowy rozsądek?

PA: Tak, twoje myślenie jest logiczne, zdroworozsądkowe, oparte na argumentach i wiedzy. Niestety logiki i zdrowego rozsądku nie ma co się dopatrywać i poszukiwać w przypadku działania silnych emocji – np. strachu. 

Zdrowi psychicznie ludzie generalnie wierzą, że świat jest dobry, bezpieczny i sprawiedliwy. Co się za tym kryje? Świat jest dobry i bezpieczny, bo złe rzeczy rzadko się zdarzają, a sprawiedliwy, bo przecież każdy ma to, na co zasłużył – dobrym ludziom zdarzają się dobre rzeczy, a złe złym, którzy sobie na to zasłużyli. Generalnie to zdrowe przekonania, które pozwalają nam czuć się w świecie bezpiecznie. Problem pojawia się, gdy takie przekonania są zbyt sztywne i zakładają, że tak jest zawsze, bez wyjątku. Elastyczność polegałaby tutaj na świadomości, że no tak, może zazwyczaj tak jest, ale może się zdarzyć też inaczej. Zbytnia sztywność może być powodem lub wynikiem naszego lęku. Możemy myśleć w taki sposób, bo boimy się poczucia słabości, śmiertelności i tego, że nas również może spotkać coś złego. Smutnym przykładem może też tutaj być obwinianie ofiar gwałtu, przez osoby, którym ciężko jest poradzić sobie z myślą, że niebezpieczeństwo może być tuż za rogiem i dopaść niewinnego człowieka. 

Nie zawsze lęk prezentuje się w ten sposób. Może być też maskowany przez różne mechanizmy obronne, których podstawową funkcją jest nas chronić, bo z drugiej strony to zrozumiałe, że nie można ciągle myśleć o śmierci. W przypadku dużego lęku przed chorobą/ śmiercią, abyśmy mogli jakoś funkcjonować, musimy się go jakoś „pozbyć”. Mechanizmy obronne maskują wtedy taki lęk i zagrażające myśli, spychając je ze świadomości. Codzienne funkcjonowanie wydaje się wtedy być ich pozbawione, natomiast przy pewnym, odpowiednim sygnale z zewnątrz (na przykład namawianiu, żeby iść się zbadać) mogą się przedostać do świadomości i powodować duży, wewnętrzny niepokój. Człowiek raczej dąży do redukcji takiego niepokoju, co odbywa się na różne sposoby. Jedni podejmą walkę i pójdą od razu zapisać się do lekarza, a u innych mogą zadziałać mechanizmy obronne lub zniekształcenia. 

SB: Czyli klasyczna sytuacja zagrożenia, w której ludzie reagują na lęk walką, ucieczką lub zastygnięciem?

PA: Dokładnie tak! Już sama myśl o pójściu do lekarza i zrobieniu badań może niektórym bardzo mocno urealnić ich lęk. Strach przed dostaniem jakiejkolwiek diagnozy może być tak silny, że będą wolały nie iść i się nie dowiedzieć. No bo jak nie pójdę to nikt mi nie powie, że jestem chora, prawda?

Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem złośliwym u kobiet w Polsce.

SB: Irracjonalne, ale: prawda. Jak w takim razie walczyć z tym lękiem?

PA: Przede wszystkim, żeby coś z tym zrobić to najpierw trzeba wiedzieć, że ten lęk w nas jest. Czasami możemy się o tym dowiedzieć lub dostać jakieś sygnały rozmawiając z bliskimi, czytając wywiady takie jak ten, poddając otrzymywane argumenty refleksji, a czasami nie. Oczywiście najłatwiej się można tego dowiedzieć i nad tym pracować w kontakcie z psychologiem czy terapeutą, natomiast, żeby się z takim problemem zgłosić to najpierw trzeba o tym wiedzieć, a tu koło się zamyka. Można też zgłosić się z chęcią poznania siebie i dotarcia do ewentualnych powodów swojego zachowania. Psychologowie zajmują się też poradnictwem czy pomocą w przypadku dylematów. Poza tym możemy też spróbować sami się na chwilę zatrzymać i zastanowić. kiedy po prostu czujemy, że coś jest dla nas trudne. A może zauważamy, że bardzo bliska nam osoba, której ufamy próbuje nam przekazać coś, co jest dla niej ważne? Albo po prostu w ogóle czujemy, że robimy inaczej niż wszyscy, że inni się badają a ja nie.

Warto zapytać wtedy siebie: Dlaczego ja robię/ myślę inaczej? Jakie ja mam argumenty przeciwko pójściu na badania? Dlaczego dla bliskiej mi osoby, która zawsze chce dla mnie jak najlepiej, jest to takie ważne? A co by się mogło stać, jeżeli faktycznie pójdę na te badania? Może powinnam zaufać bliskim/ekspertom? 

Tutaj dużą rolę odgrywa osobowość danej jednostki i na przykład to, na ile jest ona refleksyjna. 

Jak wykonać samobadanie? Dowiesz się na przykład na portalu akcji Dotykam-Wygrywam, której w 2016. byłam ambasadorką. Kliknij!

SB: A czy istnieją jakieś “złote sztuczki”, by pomóc bliskiej osobie? Wspominałyśmy wcześniej o rozmowach, argumentacji, pracy nad sobą, ale to wszystko trwa… A nie zawsze mamy ten czas.

Niestety nie istnieją „złote sztuczki”, bo gdyby istniały, to problemu by nie było. Zachęcam jednak, żeby z jednej strony się nie poddawać, dawać własny przykład, próbować przedstawiać racjonalne argumenty i/lub działać od strony emocjonalnej, ale z drugiej uważać. Zbytnie naciskanie na kogoś, wmawianie swoich racji na siłę, ciągłe drążenie tematu – mogą bardzo źle wpłynąć na relację. Taka osoba może się wycofać, zezłościć, a nasza relacja z nią ucierpieć. Niestety zmiana własnych, a co dopiero cudzych przekonań to rzecz niezwykle trudna. Jeżeli udało Ci się je zmienić w sobie – działaj, zachęcaj, próbuj, dawaj przykład innym, a szczególnie dzieciom w swoim najbliższym otoczeniu, ale nic na siłę. 

Pamiętaj: twoje działanie zawsze do kogoś dotrze i ciesz się z tego jak z sukcesu, zamiast uznawać za porażkę próbę zmiany przekonań konkretnej osoby. Może ona też wkrótce, pod wpływem innych czynników, zmieni zdanie? A może nigdy nie zmieni i niestety musimy uszanować jej decyzję i to, że nie jesteśmy w stanie zmienić całego świata.

SB: Może świata nie zmienimy, ale jeśli tą rozmową zmotywujemy choć jedną osobę do zadbania o zdrowie, to jest nasz sukces. Dziękuję za rozmowę!

Patrycja Artowicz – młoda i ambitna psycholożka, wkrótce także interwentka kryzysowa. Patrycja jest absolwentką Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie w trakcie swoich studiów psychologicznych dodatkowo działała m. in. w organizacji studenckiej zrzeszającej studentów i absolwentów psychologii z całej Polski (PSSiAP) oraz w organizacji tworzącej i przeprowadzającej warsztaty psychologiczno-edukacyjne dla dzieci i młodzieży (AMUL). Po studiach nie przestała poszerzać swojej wiedzy i ukończyła szkolenia dotyczące m. in. prowadzenia terapii online, podstawowych technik CBT. Jest w trakcie studium interwencji kryzysowej. Aktualnie aktywnie działa na rzecz kobiet w Fundacji Regiment / Strefa Kobiet, w której oferuje wsparcie i pomoc psychologiczną w różnych sferach życiowych.

Jeśli podoba Ci się ten tekst, proszę podziel się ze znajomymi!

4 komentarze

  • Paweł

    Lęk i nadzieja idealnie wpisują się w obecną sytuację. Większość chyba żyje w lęku związanym z niepewnością i tym co będzie jutro za tydzień czy za rok w związku z pandemią. Niestety, przewlekły stres wiele osób paraliżuje i zamiast szukać pomocy specjalistów, próbują radzić sobie sami. Niestety często wybór pada na alkohol. Nadużywanie czy chociażby picie alkoholu w czasie pandemii będzie się niestety nasilać. Pozostaje mieć zatem nadzieję… Na lepsze jutro 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

shares
Skip to content